KLEJNOCKI JAROSŁAW
Przez sen
Gdańsk; już raz tu umierałem
któregoś
pierwszego września na ławce pod pomnikiem
młodzi żołnierze o świcie sprzątali tablicę
i znicze a ja umierałem na tym wąskim cyplu
otoczony przez puste butelki zeppeliny gazet
przebudzony w nagłym świście wiatru oddalony.
Prom buczał w kanale kino Leningrad grało
„Czas Apokalipsy” Długi Targ pobrzmiewał
„Whole lotta love” z otwartego okna na
piętrze. Ale sen trwał; szły karne bataliony
łopotała flaga nad stocznią siny dym niósł
okrzyki nad tłumem i mały Oskar przeraźliwie
krzyczał szyby pękały żydowskie dziecko
znikało w tunelu. Było gorąco parzył piasek
na plaży brakowało tchu samoloty wisiały
sennie na niebie. To tylko historia mówiłem
sobie tylko historia przechodzi przez moje
ciało jak dreszcz nienawykłe ciało jak gorączka
majak jak bagnet tylko słowa wdzierają się w
sen tylko pragnienie rodzi tę suchość w gardle
tylko stalówka skrzypi gdy przyszło pisać list.
KORNHAUSER JULIAN
Rośnie mi
legitymacja
Kiedy odbieram legitymację
ciężką jak kilof
którym recenzenci kruszą skałę surrealizmu
(szczególnie ciężko pracuje Andrzej Zieniewicz
i Tadeusz Szyma, chciałbym otrzeć im pot z czoła)
nie wiem kto przegrał
(Janusz Kaczorowski mówi, że jego rower
zatrzymuje się zawsze pięć metrów
przed metą)
ja który dostałem legitymację
czy legitymacja która dostała mnie
na zdjęciu jestem podobny do kilku polskich pisarzy
a najbardziej do Narcyzy Żmichowskiej
dlatego wszyscy mi gratulują
no no mówią taki młody a już taki podobny
(Janusz Kaczorowski mówi, że kiedy był
podobny do Engelsa, zamknął się ze strachu
na kilka tygodni w domu)
moja legitymacja ma delikatną skórkę
chciałbym ją nosić w lewej kieszeni marynarki
żeby urosła jak rzeżucha
i chroniła kilka wierszy których
nie ma w tej książce
Wietnam
Oto czerwony
sok spływa po zielonej trawie,
czerwony sok syci czarnoziem, a szesnaście
milionów mężczyzn zabija... zabija, zabija
Carl Sandburg
Zrzucajcie więcej, zrzucajcie
więcej
snu, w którym nie ma kuł i ognia,
w którym gaz jest zapachem
obiecanego raju, zrzucajcie więcej
oddychających gałęzi i przezroczystych
owoców, ciało dżungli jest pęknięte,
w błocie poranków toną decyzje
i raporty, w katowanej dziewczynie
dojrzewa świat, dojrzewa opuchnięty
ptak, wykrojony z Europy i postępu,
z wyśnionej godziny i grypsu miłości,
po obu stronach dżungli kwitnie
benzyna, po obu stronach świata
pęka wątroba, a człowiek z krwi
lepi swoją przyszłość i swoją nienawiść,
nie rodzą się dzieci, matki nie są
już tymi miłymi paniami o białych,
jedwabistych rękach i żaden z tych
inteligentnych morderców nie opłakuje
nawet zagazowanej roślinki.
KOSIEWSKI STEFAN
* * * (Któregoś
dnia wpadł do mnie J. Facet...)
Któregoś dnia wpadł do mnie J.
Facet i zapytał:
słuchaj, czy wiesz, że jakiś poeta
porównał myśl ludzką do światła gwiazdy?
Wiem — odpowiedziałem. Rozumiesz — ciągnął dalej
— gwiazda się kończy a jej światło
dalej wędruje w kosmosie. Piękne, prawda?
Yhy — potwierdziłem, polałem i wypiliśmy.
Zapalił papierosa, a po chwili znów zapytał:
powiedz, dlaczego całe niebo nie świeci,
jeżeli gwiazd jest nieskończona ilość?
* * * (Piliśmy
demokratycznie, po równo)
Piliśmy demokratycznie, po
równo
i gadaliśmy tak sobie o świecie.
Przy którejś kolejce J. Facet powiedział,
że wcale nie trzeba likwidować zła;
wystarczy tylko coś zrobić z dobrem.
Tak, żeby były jak woda i woda.
Zaproponował, żebyśmy przegłosowali.
Zmarli, bo ich też wziął pod uwagę,
mieli głosować przez podniesienie
się z martwych.
* * * (tego dnia,
kiedy przyjechałem do Katowic)
tego dnia, kiedy przyjechałem
do Katowic
chciałem jedynie móc chodzić po nich jak deszcz
który przykrywa miasto niczym płachta samochód
i obmywa je unosząc do góry
tego dnia chciałem odwiedzić wszystkich, którym
mógłbym się przydać; których mógłbym wysłuchać
i powiedzieć im: nie martwcie się
wszystkich, którzy czekali na mnie, bo słyszeli
że przyjdzie taki
co zamieni wodę na żytniówkę
i pozwoli się uderzyć, a nawet pobić
ale tego dnia, kiedy z wysokości przydworcowej estakady
zobaczyłem ludzi wysypujących się z otwartej puszki tramwaju
przypomniałem sobie, że to właśnie tutaj
chciano zbudować wieżę Babel
przypomniałem sobie to i wiele innych rzeczy
wracając — wiedziałem, że siedzę w pociągu
a nie na plecach jakiegoś tam anioła
KRYNICKI RYSZARD
Jak napisać
wiersz współczesny
aby napisać wiersz współczesny
wystarczy z dowolnego kawałka zadrukowanego papieru
(np. gazety, afisza, zmieniającego się w zależności od koniunktury
podręcznika, obwieszczenia, klepsydry,
donosu, ostrzeżenia, zarządzenia porządkowego nr 3, katechizmu,
legitymacji pewnego pana w cywilu itp.)
przepisać,
kierując się prawidłowością przypadku
(nawet, jeżeli to będzie puste miejsce
w przedwojennej gazecie)
dowolny fragment,
byle na maszynie i na papierze formatu A–4 (ostatecznie należy
przestrzegać jakichś reguł)
i podpisać własnym nazwiskiem
otrzymany w ten sposób tekst wiersza współczesnego
można następnie wysłać do obowiązującego w danym czasie miesięcznika,
jako dokument obowiązującej w danym nam łaskawie czasie przeszłości,
nasz tekst stanie się bowiem wtedy aktualny,
łącząc w sobie najważniejsze cechy wiersza współczesnego:
jednostkowe z ogólnym,
dialektykę z sofistyką,
walkę pokoleń z walką o wygrzane stołki,
przeszłość z teraźniejszością,
zafałszowanie z prawdopodobieństwem,
walkę płci z ideą wielodzietnej rodziny,
walkę idei z kurewstwem,
prawdę z niemożliwością,
zmarnowane życie z trudnościami obiektywnymi,
moralność z polityką,
poezję lingwistyczną z gazetą,
ciemność z jasnością,
rękopis z legitymacją,
kontestację z potakiwaniem,
dobro ze złem,
marihuanę z wódką itp. z itd.
można też go nigdzie nie wysyłać
i tak, poza pewną publiczną tajemnicą,
jak zostać ambasadorem żyjąc w Państwie Środka,
prawie wszystko jest wiadome
KURZAWA EUGENIUSZ
* * * (Siedziałem na
dworcu kolejowym...)
Siedziałem na dworcu kolejowym.
Czytałem wiersze
Białoszewskiego. Dwóch kolejarzy rozmawiało o
pracy i pieniądzach.
Stara dziwaczka z warkoczami przechodzi obok. Spluwa.
Tłumione uśmiechy wokół. Śmieje się też dziewczyna. Właściwie
do mnie. I nie wiem, czy odeśmiać się i zawrzeć sojusz
przeciwko Starej, czy tak jak myślę, pozostać uznając jej
prawo do plucia na peronie.
Pociąg 76424 odjazd! Zagrzmiały megafony nad uchem.
Lokomotywa długo grzebie się.
Patrzę.
Pociąg z Jeleniej Góry opóźniony tylko (myślę) dziesięć
minut — powtórnie ryknęły megafony.
Opóźniam się i cały mój bagaż.
Recenzja ze
spotkania literatów w Gnieźnie
Marek Hłasko mówił:
Chrystus chciał uzdrowić
naród
to go ukrzyżowali.
Nie należy się wygłupiać.
(24 VIII 78 r.)
KUŹNIAK MIROSŁAW
Na
bocznicy towarowej przed potopem
o którejś tam godzinie pociąg
towarowy wjechał na
bocznicę
o którejś tam godzinie
Jacqueline Onassis została
sfotografowana nago na strzeżonej
wyspie
o którejś tam godzinie
Apollo-17 rozpoczął krążenie
po orbicie okołoziemskiej
o którejś tam godzinie „New
York Limes” dementuje
informację o odnalezieniu zastępcy
Hitlera
o którejś tam godzinie po
miesięcznej akcji uratowano
pilota uwięzionego wśród lodów
o którejś tam godzinie
przedstawiciel Agencji Nowosti
zakomunikował że wystawa osiągnięć
osiągnęła cel
o którejś tam godzinie z okazji
Dnia Odlewnika
wręczono Honorowe Odznaki miasta
Łodzi zasłużonym odlewnikom
o którejś tam godzinie
następuje intensywny rozwój
przeobrażenia kraju
o którejś tam godzinie zażywam
luminal
i prawdopodobnie zasypiam
o którejś tam godzinie twierdzę
że nie spałem
o którejś tam godzinie dowodzę
że jestem choć nie
mam na tę okoliczność żadnych dowodów
o którejś tam godzinie umieram
całkowicie nie wierząc
w to
o którejś tam godzinie ktoś
zapomina o mnie i umiera
w tym samym miejscu i o tej samej porze
o którejś tam godzinie wzrasta
szansa przecięcia się
dwóch równoległych w przestrzeni
i ponad czasem
o którejś tam godzinie z
dokładnością co do sekundy