|
tchórzewski andrzej
Poeta rozenfeld
opowiada
o burmistrzu jerozolimy
Poeta rozenfeld
Były
portier nocny restauracji „Wisła”
Zawsze z plecakiem
Gotów do podróży
W
poszukiwaniu kolejnego szczęścia
We
własnym mniemaniu
tak
zwany close friend
czyli Osobisty przyjaciel miłosza
oraz
innych znakomitości
z
kultury i sławy
(Sam
widziałem jak miłosz
dał
spóźniony bankiet urządzony z okazji
wcześniejszego przyznania mu
tytułu doktora honoris causa
i ku
rozpaczy bankietujących tłumów
dokładnie trzy minuty siedemdziesiąt pięć sekund
rozmawiał z rozenfeldem
podobno o przekładach tory
cylkowa i neufelda)
Aleksander nie znał
wtedy hebrajskiego
teraz zna
i
opowiada mi o teddym kolleku
To
znaczy Że ja pytam
a on
odpowiada
Jako
gość kolleka wydał po polsku
To
wierszy
Nigdy w życiu nie byłem w jerozolimie
ale
o kolleku przeczytałem sporo
Dwie
setki reportaży Kilkanaście książek
więc
chcę sprawdzić Oku poety
nie
umknie znużenie
Hierosolyma narratur collisa duelo
Im
więcej pytam Tym bardziej rozumiem milczenie
Dlaczego bóg nas opuścił Jeśli to prawda Że opuścił
Dlaczego zamieszkał u teddy kolleka
wiernego tradycji oraz uchwałom parlamentu
W
nocy śni mi się dolina józefata
W
dzień wzgórza szaron
i
myślę sobie Że takie miasto
powinno należeć do burmistrza
który zna każdy skwer
i
sklep kurdyjski Jada śniadania z ormianami
Zaprasza na spacery artystów i polityków
Bramą którą uciekał święty paweł
wchodzę na stare miasto
i
nawróceni na wiarę kolleka
wiarę drobnych osiągnięć i widocznych zmian
wsiadają do samochodów
ale
burmistrz mknie dalej
bo
wie Że nawet motyl nie runie w niepamięć
jeśli posadził drzewa Aby strudzeni zbyt długo nie szukali
cienia
26-27 IX 1987
Samowiedza
K.B.
Jako zachęta do lektury Mickiewicza
Nikt nas nie pyta co myśli o
wierszu
Nikt serio nie chce bawić się w kolombo
Coraz mniej twórczości w cienkich ścianach dymu
Ubywa niespodzianek przybywa tytułów
Meblościanki drgaj ą w anonimowym trzęsieniu
które odnotują tylko sejsmografy
Nawet ból to lekarz trafny uśmierca
a nie pluton egzekucyjny tylko coraz więcej strzałów pada obok
Przybywa dni określonych jako historyczne
i coraz bardziej przywykamy do banału jakby w nim całe przemijanie tkwiło
Nasza świadomość przeszłości jest bogatsza
A lęk przyszłości sprowadza się do form apriorycznych
Czy trwoga na raty jest trwogą naprawdę
Ile wiosen nam daruje własna uciekająca siła
zręczność która już wstydzi się siebie i grzęźnie w aforyzmach
Z nagłych podróży coraz mniej kochanek a coraz więcej potwierdzeń
Ogólne wrażenie służą jako odgromniki
Umieramy w nie swoich domach aby nie przeszkadzać wnukom
Coraz częściej myślimy że dzieci wyręczą nas w wyborach prezydenckich
a leibnitz miał rację
Już jesteśmy jak młody kant skłonni godzić sprzeczności
Chorujemy
Zapadamy w letarg relatywizmu
Coraz więcej znajomych z tamtej strony acheronu
i to przekonanie byli
ten zachwyt nieczytelny obcy
przecięty zachwytem zazdrością
a na jego dnie spoczywa nieprzyzwoity mit o trzech wiekach
Myślałem Wiek męski bywa ładniejszy niż cadillac
Oczywiście że nikt nie płacze
Nawet niedojdy nauczyły się spluwać
I trudno sobie przypomnieć jak wygląda łza
chociaż pamiętamy dzieciństwo
i dzięki kwaskowi możemy wrócić prawie do kołyski
Oczywiście dzisiaj przeważaj ą sukcesy
Zwłaszcza nad porażkami których nie było przeważają sukcesy
zwłaszcza nasze Prywatne herbarze pucybutów
powielone w tylu milionach egzemplarzy
Powtarzamy jak lekcję tolerancji
Idźcie uczyć się u młodych i niewyrozumiałych
Ale tu pierwsze trudności Bo
nie wiadomo gdzie oni są
i którędy i jak
Może nie wystarcza już iść a trzeba pędzić
Dwa machy Nie za wolno
A jeśli niczego nie można się nauczyć
Oprócz gamy formuł wzorów równie bezużytecznych co precyzyjnych
Wytropiony przez pytania wiem co to dojrzałość
I jak wąska nas struga oddziela od śmierci
To nieprawdziwe amazonki dzieciństwa
nie rwące rzeki młodości najeżone wodospadami gotowymi do skoku
Wiem
a jednak wolę
z dziadkiem gombrowiczem obierać kartofle
starym zgrzebnym kozikiem Wypłukiwać flaki
z wujkiem Witkacym I przy tej robocie
zastanie mnie ta Jak jej tam Śmierć
3-4 XII 78
tekieli robert
Numer siedem
Oli
znów
śpi
och! |